Owacjami na stojąco zakończył się finałowy koncert festiwalu MUSIC.DESIGN.FORM, którego pierwsza edycja miała miejsce w Filharmonii w Szczecinie w dniach 19-23 września. Pięć dni wystaw, warsztatów, dyskusji na temat współczesnego designu, gry dźwiękiem, światłem i obrazem, a przede wszystkim – niecodziennych, a nawet eksperymentalnych i premierowych koncertów. Różnorodność środków wyrazu artystycznego miała skłonić do twórczych poszukiwań i wyjątkowych przeżyć artystycznych. Czy tak było? Żywiołowe reakcje festiwalowiczów, którzy chętnie podejmowali interakcję, potwierdziły, że warto organizować wydarzenia będące poza klasycznym nurtem i wszelkimi schematami.
Dla jednych kontrowersyjny, dla innych trafiony w sedno, ale z pewnością przez wszystkich wyczekiwany z zainteresowaniem. Wszakże takiego festiwalu jak MUSIC.DESIGN.FORM – w dodatku w filharmonii – jeszcze nie było, choć wydarzenia eksperymentalne i koncerty spoza dziedziny muzyki klasycznej nie są w Filharmonii w Szczecinie rzadkością. Po raz pierwszy jednak zostały one skumulowane w ciągu pięciu dni i wzmocnione przekazem wizualnym, co z pewnością miało wpływ na odbiór muzyki. Takie zresztą było założenie festiwalu, pokazującego umowność podziału na gatunki i style wypowiedzi artystycznej, a także umowność granic w sztuce, które konsekwentnie podczas całego wydarzenia były zacierane i przekraczane.

Minimalizm – punkt wyjścia

Ukoronowaniem drugiego dnia był niezwykły koncert muzyki Philipa Glassa, przed którym odbył się wykład o performatywności w sztuce i doznaniach estetycznych poprowadzony przez prof. dr hab. Sabine Sanio (Universität der Künste Berlin). Wykład był poniekąd dobrym wprowadzeniem do koncertu, w sensie nowej jakości odbioru estetycznego poprzez zestawienie sztuk wizualnych z dziełami muzycznymi. Muzyka geniusza minimalizmu została mistrzowsko wykonana przez artystów blisko współpracujących z Philipem Glassem od 10-15 lat: Tima Faina – skrzypce, Matta Haimovitza – wiolonczela i  Maki Namekawy – fortepian. Tego wieczoru można było usłyszeć jak brzmią kompozycje Glassa w wykonaniu nie tylko na każdy instrument oddzielnie, ale również – w wykonaniu całego tercetu, który doskonale tę muzykę czuje i jak było widać podczas koncertu – czerpie olbrzymią radość z jej wykonywania. Koncert „An Evening of Chamber Music” by Philip Glass był wyjątkowy jeszcze z jednego powodu – ściana sali symfonicznej znajdująca się vis-à-vis słuchaczy – ożyła. Każdemu utworowi towarzyszyły bowiem wizualizacje autorstwa Bartosza Wójcickiego (Pushka Studio) i Radosława Deruby ściśle skorelowane z muzyką m.in. pod względem charakteru, tempa, czy dynamiki utworu. Taki przekaz nie tylko wpisuje się w ideę festiwalu, ale ma również głębszy sens, wpływając na odbiór muzyki. Charakterystyczne trójkąty na ścianie sali symfonicznej, a także inne elementy otwierały się i zamykały, oddalały i przybliżały, uzyskując trójwymiarową formę – a był to tylko jeden z wielu użytych motywów, które grały światłem przed słuchaczami-widzami, idealnie wpisując się przy tym konwencję minimalizmu. Słowo koncert w takim kontekście jest zbyt płytkie, ponieważ było to wydarzenie zdecydowanie wychodzące poza doznania typowo muzyczne.

Zgodnie z założeniem stopniowania napięcia wraz z każdym festiwalowym dniem zostały zaplanowane widowiska świetlne – wieczorne pokazy wizualizacji na fasadzie budynku filharmonii, których autorami są  Pani Pawlosky Bartosz Wójcicki (Pushka Studio). Początkowo było delikatnie i oszczędnie z kolorami – minimalistycznie. Intensywność świetlnych barw, kształtów i pulsujących animacji na fasadzie narastała każdego dnia, osiągając kulminację podczas finału festiwalu. Podobna konwencja została zastosowana w zmappowanym holu filharmonii.

Filharmonia jak galeria

Galerię Poziom 4. wypełniły fotografie duńskiego designu autorstwa Piotra Topperzera oraz wystawa wzornictwa skandynawskiego, na którą złożyły się proste i eleganckie meble utrzymane w stylu minimalistycznym – sztuka użytkowa w czystej postaci. Salon VIP po raz pierwszy otwarty dla szerszej publiczności stał się miejscem prezentacji historycznych – bo ponad 80-letnich mebli projektu Ludwiga Mies van der Rohe. Punktem wyjścia do zaaranżowania wystawy jednego z najważniejszych przedstawicieli modernizmu w architekturze była nagroda imienia twórcy, którą otrzymał w 2015 roku budynek Filharmonii w Szczecinie. Na poziomie drugim w foyer sali symfonicznej do twórczych poszukiwań i zabawy zachęcały meble wykonane przez studentki i absolwentki Akademii Sztuki w Szczecinie. Galeria przy Cerkwi tym razem stała się miejscem retrospektywnego spojrzenia na dzieła wizualne, książki i filmy z twórczości zespołu Apparatjik, którego wystąpił podczas koncertu finałowego 23 września. W holu na gości czekała natomiast wystawa Beliani Arvika – wygodne sofy, zachęcające do spoczynku.

Olbrzymie zainteresowanie wzbudziła instalacja interaktywna – Spiralalala wykonana przez grupę panGenerator ulokowana wokół spiralnych schodów prowadzących z holu aż na Poziom 4. zachęcająca do słuchania, oglądania, a przede wszystkim – zadziałania. A chętnych do działania nie brakowało. Wystarczyło wrzucić kulkę w „mikrofon” wydać z siebie dźwięk, śpiew, wypowiedzieć zdanie – cokolwiek, co nie przekracza czasu 5 sekund i… zamienić się w słuch, obserwując jak plastikowa kulka stacza się oświetlana po spiralnym torze w dół wraz z przetwarzanym elektronicznie dźwiękiem.

Potęga brzmień elektronicznych

Podczas festiwalu muzyki elektronicznej było znacznie więcej. Występ Beardymana pokazał, że granice można przekraczać również w dźwiękach wydobywanych przez człowieka. Brytyjski artysta dał improwizowany występ, łączący różnorodne gatunki muzyczne. Końcowa część koncertu przybrała formę setu didżejskiego, w którym Beardyman scalił wszystkie sekwencje dźwiękowe z każdego gatunku muzycznego. Gesty artysty były rejestrowane przez kamery i wyświetlane na ścianie holu filharmonii, tworząc jedyne w swoim rodzaju wizualizacje współgrające z muzyką. Równie mocnych wrażeń dostarczyła impreza taneczna – afterparty w szczecińskim klubie K4. Uczestnicy imprezy mogli na żywo usłyszeć możliwości Hellfisha – jednego z najważniejszych producentów taneczno-eksperymentalnej muzyki elektronicznej powyżej 160 bpm, który po raz pierwszy wystąpił w Polsce. Podczas afterparty zagrali również: kolektyw Rombanka Soundsystem oraz uczestnicy warsztatów didżejskich, szkolonych pod okiem szczecińskiego didżeja i radiowca – Szymona Karpierza, czyli „Zombiego”. W ich wykonaniu można było usłyszeć takie gatunki muzyczne jak: trap, dubstep, d'n'b, hardcore, trance, techno i odrobinę rocka. W programie afterparty znalazł się też projekt multimedialny Hachiwari TV.

MDF dla dzieci – misja zakończona zwycięstwem

Festiwal nie miał granic wiekowych i do twórczego obcowania ze sztuką, a w szczególności – muzyką, zaprosił również najmłodszych. Podczas warsztatów dzieci pracujące pod okiem projektantów z grupy KODA Kids, stworzyły instrumenty muzyczne z materiałów recyklingowych: papieru, plastiku i szkła i innych niepotrzebnych rzeczy. Młodzi rzemieślnicy przemienili się następnie w artystów i wykonali utwór skomponowany specjalnie na tę okazję przez Dominikę Sobkowiak. Recyklingową orkiestrę poprowadziła sama pani kompozytor. Przypadło mi w udziale skonstruowanie dzwonów z różnej długości śrub pozawieszanych na drucikach. Moja młodsza koleżanka w podobny sposób przygotowała chimesy, które od razu ochrzciliśmy dźwiękową firanką. Wykonawczo podzieliliśmy się na dwie grupy: melodyczną i rytmiczną. Mój młodszy brat, Mikołaj w grupie perkusyjnej walił w zaślepioną z jednej strony rurę kanalizacyjną fi 100. Poza tym były bębny z odwróconych wiader, barabany z wypełnionych wodą dziesięciolitrowych butli, najróżniejsze, marakasy z puszek, rolki od papieru toaletowego wypełnione ziarnami kawy, pojemniki z zakrętkami od butelek, guiro z rur karbowanych, szeleszczące folie, a nawet taśma klejąca rytmicznie odklejana od podłoża. Koncertowo narobiliśmy mnóstwo hałasu, ale mieliśmy przy tym dużo radochy. Dziękujemy za pyszną zabawę! – mówi Ania Romaniuk, jedna z młodych uczestniczek warsztatów.

Równie dużo emocji wśród najmłodszych słuchaczy wywołał dwukrotnie zagrany koncert „Nawigator – muzyczny logotyp miasta”, który jednocześnie hucznie rozpoczął sezon EduFilharmonii. W rolę Nawigatora, który wylądował na planecie Ziemia w celu zebrania dźwięków ze szczecińskich placów wcieliła się Agata Kolasińska – znana dzieciom z koncertów rodzinnych – DoNuta. Koncert był wyjątkowy, bowiem przez godzinę rozbrzmiewała muzyka… współczesna, której najmłodsi słuchacze słuchali z zapartym tchem. Wszystko za sprawą jej odpowiedniego „podania” w postaci bajkowej opowieści i zaproszenia dzieci do jej współtworzenia. Niezwykłego klimatu dodawała magiczna scenografia i wizualizacje zrealizowane przez Panią Pawlosky – znaną szczecińską artystkę wizualną, która do współpracy zaprosiła Martę Madej. Dzięki niej na scenie sali kameralnej stanął olbrzymi grzyb-statek kosmiczny, mappowany w czasie rzeczywistym. Po raz pierwszy w sali kameralnej filharmonii została wykorzystana technika mappingu 3D, która polegała na nakładaniu dwuwymiarowego obrazu na trójwymiarowy obiekt. Każdy z 10 najbardziej charakterystycznych placów w Szczecinie został scharakteryzowany jedną miniaturą muzyczną, której towarzyszyła indywidualna multimedialna scenografia dostosowana w charakterze i zamyśle artystycznym do muzyki oraz nazwy placu. Dzieci zostały zaangażowane we współtworzenie miniatur poprzez reakcje słowną, dźwiękonaśladowczą lub gestami na dany sygnał. Muzyczno-wizualny spektakl przypominał niemal seans filmowy. Wizualizacje skorelowane z muzyką podkreślały symboliczny charakter miejsca i pomagały w odbiorze niełatwych dla dzieci, bo współczesnych utworów. Dźwiękowe logotypy placów skomponowało na potrzeby festiwalu MDF aż dziesięciu polskich kompozytorów: Aleksandra Garbal, Alicja Gronau, Aleksander Kościów, Artur Kroschel, Monika Kędziora, Magdalena Cynk, Olga Hans, Sławomir Zamuszko, Artur Cieślak i Janusz Stalmierski, czyli autor sławnego hejnału Szczecina. Miniatury zostały wykonane przez kwintet dęty – FeelHarmony Quintet, który z powodzeniem wykonuje muzykę współczesną i jest otwarty na wszelkie wyzwania sztuki nowej.

Rozmowy o designie

Czy jesteś ciekawy swojego miasta, jego tożsamości i wszystkiego pomiędzy? Co widzimy? Co czujemy? Na takie pytania można było znaleźć odpowiedzi podczas warsztatów „Sense Szczecin – building dreams for your city”. Uczestnicy warsztatów zostali m.in. zabrani na spacer ulicami Szczecina, podczas którego wspólnie określili potrzeby miasta związane z daną przestrzenią, a także możliwe rozwiązania i ulepszenia. Zajęcia poprowadziła Trine Blicher Folmer – znana duńska architekt i właścicielka studia Getto, zajmującego się trzema aspektami planowania miasta: fizycznym, społecznym i mentalnym. Od innego pytania zaczął się natomiast panel dyskusyjny „Trwałość, użyteczność, piękno i co dalej?”, który został poświęcony zagadnieniom współczesnego designu. Panel poprowadził Radosław Gajda, a wśród gości zaproszonych do dyskusji znaleźli się: Trine Blicher Folmer oraz Tomasz Sachanowicz.

Wielki finał i muzyczny Szczecin

Ostatniego dnia festiwalu rozbrzmiała muzyka, której nikt wcześniej nie słyszał. Po krótkim wprowadzeniu utworem „Heart” op. 27 nr 5 autorstwa współczesnego kompozytora Flinta Juventino Beppe’go (obecnego w sali symfonicznej podczas wykonania utworu) rozpoczęła się uczta muzyczno-wizualna. Zainicjowało ją eksperymentalne dzieło „The Sound of Szczecin”, będące efektem wyjątkowej akcji, która została przeprowadzona w Szczecinie. W kwietniu ulice miasta przemierzały specjalne oznakowane auta prowadzone przez znanych szczecinian, m.in.: muzyków, aktorów, dziennikarzy, przedstawicieli placówek kulturalnych. W samochodach znajdowały się urządzenia zapisujące geodane z jazdy, które zostały następnie przekształcone na kody binarne, a te – w kody muzyczne. W efekcie powstał ponad ośmiogodzinny materiał bazowy, zawierający dość przypadkowe dźwięki, utrzymane w fakturze jednogłosowej. Spośród wielu pojawiających się motywów dźwiękowych autor aranżacji i orkiestracji utworu – Mateusz Czarnowski wybrał 20 najciekawszych i na nich oparł trzon utworu. W taki sposób powstało dzieło „The Sound of Szczecin”, premierowo wykonane przez Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii w Szczecinie pod batutą Rune Bergmanna oraz synth-popową grupę Apparatjik. Jak brzmi Szczecin? Dość pozytywnie. Warto dodać, że kolektyw Apparatjik występował w oryginalnych, świecących strojach oraz charakterystycznych hełmach, co w połączeniu ze zmieniającym się oświetleniem sali symfonicznej stanowiło efektowny zabieg widowiskowy.

Gorący aplauz wśród publiczności wywołał ostatni punkt finałowego koncertu – „A Heroine for our time – the artist Julia Pastrana”. Była to muzyczna opowieść w 9 odcinkach o tragicznym życiu meksykańskiej artystki cyrkowej Julii Pastrany – słynnej kobiecie z brodą, która była żywą atrakcją XIX-wiecznej Europy. W istocie był to rodzaj przedstawienia teatralno-operowego, bowiem oprócz muzyki, istotną rolę pełniły również kostiumy zespołu Apparatjik, światło i gesty występujących solistów. W rolę tytułowej bohaterki wcieliła się BUIKA – hiszpańska artystka obdarzona wyjątkowym głosem i niezwykle wczuwająca się w wykonanie swojej partii, dosłownie – elektryzująca słuchaczy. Dużo dramaturgii wnosił tenor – Rafał Grozdew. Solistom towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii w Szczecinie pod batutą Rune Bergmanna oraz grupa Apparatjik. Za orkiestrację i aranżację odpowiadał Mateusz Czarnowski, natomiast realizację techniczną – audiokolor (Stefan Brunner, Timm Ringewaldt). Koncert o historii Julii Pastrany opowiedzianej przez wokalistów oraz dźwiękami symfonicznymi, elektronicznymi i światłem zamknął owacjami na stojąco ostatni dzień MUSIC.DESIGN.FORM Festival.

Na kolejną edycję festiwalu MDF zapraszamy za rok!
25-09-2018, 09:11:09
COOKIESAby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu filharmonia.szczecin.pl, a także w celach statystycznych, używamy plików cookies. Jeśli nie blokujesz tych plików, oznacza to, że zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Polityka prywatności | AKCEPTUJĘ